Otwiera drzwi i zaprasza mnie do środka.
-Bardzo się ciesze że przyszłaś .
Na jego twarzy pojawił się duży uśmiech. Jego śliczne niebieskie oczy zaczęły się błyszczeć.
Wziął mnie za rękę i pociągął za sobą do jego pokoju. Serce biło mi jak szalone. Jesteśmy przyjaiółmi , a ja nwm czy nie czuje do niego coś więcej.
-Siadaj. Chcesz cos do picia?
-Nie dziękuję.
Nie czułam się zbyt dobrze. Chociaż przyjaźimy się od lat. Czułam że coś go gryzie , że chce coś powiedzieć, ale nie wie jak. Usiadł koło mnie , złapał mnie za rękę i spóścił wzrok na dół.
-Co się dzieje? - zapytałam troszkę z zaciekawieniem.
Zaczął się troche bać chyba mojego pytania.
-Nic, daczego? - zdenerwowamy odpowieddział.
Nie wierzyłam w jego "nic". Uniosłam ręką jego głowe do góry i spojrzałam mu w oczy. Widziałam lęk i strach. Nie chciałam go zmuszać-odpuściłam. Delikatnie pogłaskałam go po policzku i troche nie śmiało przytuliłam się do niego.
Czułam że jego serce bije bardzo szybko. Uspokajał się. Cicho szepnęłam mu do ucha : Kocham cię.
Nie pewnie odpowiedział:
-Tak bardzo chciałbym cię pocałować...
Wiele myśli teraz wpłynęło do mojej głowy. Nie wiedziałam co odpowiedzieć , jak zareagować.
-Przecież wiesz że mam chłopaka...
-Wiem. Przepraszam że to powiedziałem.
Przytulił mnie jeszcze bardziej i poczułam jak jego łza spływa mi na ramię. Otarłam mu łze i powoli zbliżałam się do jego ust. Przecież może to być zwykły pocałunek po przyjacielsku, może nic nie znaczyć... I stało się. Wtedy poczułam coś więcej...Mijały dni , tygodnie , miesiące. Z każdą sekundą tęskniłam , kochałam , płakałam więcej. Przecież wiem że on też czuje do mnie coś więcej. Ale co jeżeli nie wyjdzie? Co jeżeli niektórzy zaczną na nas inaczej patrzeć? Co jeżeli wszystko się zmieni? Ja nadal kocham wygłupy z nim. Sami nie wyobrażamy sobie tego... I został jeszcze jeden istotny problem, jak można to nazwac problemem. A mianowicie mój chłopak. Ja nie potrafię ranić . On mnie kocha nad życie, zrobiłby dla mnie wszystko! Obiecałam że będziemy zawsze razem. Jednak nie raz ranił , a ja jak głupia wybaczałam. Już nie ciesze się na rozmowe z nim... Tyle myśli w mojej głowie, tyle decyzji. Czasem bardzo żałuję że wpłątałam się w dorosłe życie. Wolałabym być jeszcze dzieckiem , dla którego problemem jest jakiego zjeść batona..
Zmęczona po całym dniu kładę się do łóżka. Łzy same spływają mi po policzkach. Ukrywam wszystko przed rodzicami. Przecież jakby się dowiedzieli że dla mnie ważniejsi są chłopacy od nauki , zabiliby mnie .
3:00 dalej nie śpie. Myśle o nim. Jak mam to załatwić ? Co mam zrobić?
Umówiłam się z moim chłopakiem u niego w domu.
-Dlaczego sie tak długo nie odzywałaś?- zapytał trochę ze złością.
-Przepraszam , musiałam duzo przemyśleć.- Jakoś nie interesowało mnie to teraz za bardzo.
Już nic nie powiedział , tylko mocno mnie przytulił. CHyba zrozumiał że nie chce o tym rozmawiać.
-Muszę ci coś pokazać!- jego oczy zaczęły się błyszczeć , a jego ciepła , silna dłoń ciągnęła mnie do jego pokoju.
Otworzył drzwi . Nogi zaczęły mi się uginać , a w oczach pojawiły się łzy szczęścia? Sama nie wiedziałam co mam powiedzieć. Zadawałam sobie tylko jedno pytanie. Z jakiej to okazji ? Zapomniałam o czymś?
-Podoba się?- słychać było w jego głosie lekki strach.
Nie odpowiadając mocno się do niego przytuliłam. Cały jego pokój był otoczony świecami , na łóżku było ułożone serce z płatów róż. Na ścianie pełno naszych zdjęć. Położyliśmy się na łózku,a on zacząl mnie delikatnie całować , a następnie rozbierać.
-Co ty robisz?- krzyknęłam z oburzeniem i szybko wybieglam z płaczem.
Próbował za mną biec i przepraszać , ale nnie suchałam go, nie chciałam!
Powoli otwieram oczy. Widzę tylko błyski lamp i dużo ludzi stojących wkół mnie. Białe stroje, maski na twarzach. Lekarze? Rozglądam się jeszcze bardziej. Czy ja jestem w szpitalu? Zadawałam sobie mnustwo pytań.
-Uspokój się , już kończymy.- powiedział jeden z lekarzy , ale mnie to jakoś nie uspokoiło.
Czułam że dotykają mnie po twarzy, ale dlaczego to nie wiem. Chciało mi się płakać. Nagle słyszę : " Są komplikacje , to troche potrwa." Po tym założono mi maskę z narkozą i spowrotem powoli odpływałam. Kolejny raz się budzę. Lecz to nie to miejsce co wcześniej. Już stoi koło mnie tylko pielęgniarka i patrzy czy się budzę. :" Zaraz odwieziemy cię na salę." Tak jak powiedziała tak się stało. Chciałam się zapytać co się stało,dlaczego tu jestem? Otwierałam usta , a nie słyszałam swojego głosu. Czyżbym nie mogła mówić? Jak to?
Byłam bardzo zdenerwowana. Zaczęłam się kręcić i próbowałam krzyczeć. Usłyszałam kogoś kroki. To była pani psycholog. Co ona tu robiła? Czego chciała? Wyjaśni mi wkońcu co się ze mną dzieje?!
Podała mi Kartkę oraz długopis do pisania. Szybkim ruchem napisałam : "Co pani tu robi?". Widziałam w jej oczach strach , ale przed czym? Nie mogła nawet wydusić z siebie nawet słowa. Wkońcu nie pewnie powiedziała : " Spokojnie. Jestem tu aby ci pomó z tym wszystkim się pogodzić." Z jeszcze większą niepewnością napisałam :" z czym pogodzić?"
Nic nie mówiąc podała mi lusterko. Czułam coraz bardziej jej strach. Odruchowo od razu spojrzałam na swoją twarz. Na początku pomyślałam sobie trochę żartobliwie że może jestem brudna, ale to nie było to.
Już nie widziałam w odbiciu mojego pięknego uśmiechu , cudownych piegów , które tak kochałam. Widziałam kogoś koszmarnego, niestety wyglądałam jak potwór! Cała twarz została poparzona. To wyjaśnia dlaczego byłam dotykana przez lekarzy. Chciałam teraz znac odpowiedź na pytanie : " Dlaczego nie mogę mówić ?! "
Panie Psycholog trżącym głosem i ze łzą w oku powiedziała , że : " Oprócz tego że jesteś poparzona , masz też wrodzoną chorobę." Widziałam że chciała powiedziec coś więcej , ale nie potrafiła. Co to takiego? Dalej nie usłyszałam odpowiedzi na moje pytanie. Jeszcze raz więc zapytałam dlaczego nie moge mówić. Tym razem powiedziała trochę więcej :" Choroba atakuję po kolei. Nie możesz mówić bo struny głosowe zostały przerwane... "
Już nie chciałam o nic pytać. Jeżeli choroba atakuję całe ciało , to co będzię dalej? Czy ja umrę? CO z moimi rodzicami?
Chciałam wstać i porozgląać się troche po korytarzu . Myślałam, że może znajdze się ktoś w moim wieku. Ale coś było nie tak. Nie mogę wtać, co się dzieje?! Nie mogę ruszać nogami , nie mam czucia. Zadzwoniłam dzwonkiem po lekarza. Przyszedł tak szybko jak się tylko dało.
-Nie mogę chodzić , co będzie dalej?-zapytałam(pisąc na kartce).
CHyba sam nie wiedział jak to wytłumaczyć. W moich oczach widniał wielki znak zapytania. Nie odezwał się ani słowem, jedynie stchórzył i szybko wyszedł. Wtedy zrozumiałam powagę sytuacji. Nie chciałam myśleć co będzie dalej. Po tym do pokoju weszła przestraszona pani pedagog. Usiadła i złapała mnie za rękę.
-Słuchaj.-powiedziała spuszczjąc wzrok na podłogę.- Nie chcę mówić nie potrzebnie , nie ktrych rzeczy. Chciałabym cię ostrzec , ale nie potrafie.
-No dobrze.- udawałam , że mnie to uspokoiło.- A co z moją mamą, dlaczego jej tu nie ma?
-To jest ta gorsza sprawa.- wzięła głeboki oddech , a ja dałam znać że jestem gotowa.- To się wziąże ze sprawą dlaczego tu jesteś. Nie pamiętasz tego znarzenia , wiem i musze ci je nie stety przypominać. Byłaś na spotkaniu ze swoim chłopakiem , coś się stało u niego i wybiegłaś z jego domu. Nie patrzyłaś przed siebie i prawie wpadłaś pod samochód. On biegł na tobą i cię uratował.
-A co z nim?- Serce stanęło mi w miejscu.
-Jest w ciężkim stanie , leży na innym oddziale. Mogę dalej?
-Tak, proszę.- Nie wiem czy chciałam wiedzieć co będzie dalej...
-Byłaś tak zapłakana , że nie zwróciłaś nawet uwagi, że on trafił pod koła. Biegłaś dalej nie patrząc na nic. Ludzie myśleli że zaginęłaś , nie odzywałas się , ani nie dałaś się nigdzie zauważyć. Potem...- Głos jej zacichł.
-Co potem?!- Byłam nie cierpliwa i przestaszona.
-Twoja matka popełniła samobójstwo bo myślala że nie żyjesz...
Już nie wiedziałam co mam robić. Przecież straciłam prawie wszystko.
-Chcesz zostać teraz sama?- Pytała jakby chciała uciec od tego
-Nie! Mam jeszcze jedno pytanie.
CHyba myślała, że już nie będę jej zatrzymywać, ale wróciła spowrotem.
-A wie pani może co sie dzieje z moją przyjaciółką?- Teraz tylko ona mi została , musiałam wiedzieć co się z nią dzieje.
-Tak. Do domou przyszedł list do ciebie. Zresztą mam go teraz przy sobie.
Podała mi go do ręki i wyszła już o nic nie pytając. Otwieracjąc nie wiedziałam czego mam sie spodziewać....
No dobra otwieram.
Cześć Skarbie ;*
Przykro mi, że muszę wysyałać do ciebie list z taką zawartością. Pamiętaj, że mimo wszystko zawsze byłam , jestem i będę przy tobie[...]
Po tych słowach nie wiedziałam czego mam się spodziewać, ale czytałam dalej...
Jest taka sytuacja.... Wiesz, że zawsze miałam problemy z sercem. Mój stan zdrowia się pogarsza. W ciągu tygodnia musza znaleść dla mnie przeszczep innego serca. Nie gwarantują że będzie dobrze.
Nie chce odpowiedzi na ten list, chcę żebyś wiedziała, że jesteś dla mnie najważniejsza!
Twoja umierająca sis ;*
Ręcę trzęsły mi się, a łzy napływały do oczu. Odłożyłam kartkę na stolik i zamknęłam oczy. Nie zauwazyłam kiedy zasnęłam. Obudziły mnie kogoś kroki. Do pokoju weszedł mój przyjaciel. Bardzo się ucieszyłam na jego widok. Zawsze mogłam z nim o wszytskim pogadać. Siedział ze mną 4 godziny. Po mojej śmiertelnej histori nic nie mówiąc położył się koło mnie i przytulił. Chciałam jeszcze raz na niego spojrzeć , na tą cudną morde bez której nnie dałabym rady. Czuje że otwieram oczy , ale nic nie widze. Czy już jest noc? Czy jest tak ciemno że nic nie widać? Nie mam jak nic napisać bo nic nie widze! Szukałam ręką jakiegokolwiek przedmiotu. Chyba dotknęłam jego twarzy.
-Ałć! CO ty robisz?- Zapytał jakby zaraz miał wybuchnąc śmiechem.-Przecież mnie widzisz słońce.
A ja właśnie nic nie widziałam. Czyżby to był następny organ , który zaatakowała choroba?
Lekarz potwierdził moje obawy. Przynajmniej mam wsparcie przyjaciela. Obiecał że będzie przy mnie cały czas, aż do śmierci. Lekarze ustalili datę operacji. 3 dni przed tym przestał odwiedzać mnie Mati ( przyjaciel). A przecież obiecał,a on zawsze dotrzymywał słowa. Boje się. Operacja już jutro. Nikomu na mnie nie zależy. Jak umre to nic się nie stanie... Dzień operacji. No dobra , jedźmy już tam. Niech będzie po wszystkim.
Już teraz nie widze świateł i lekarzy... NIc nie wiedze. Powoli odpływam.
Budzię się po wszystkim. Chyba się udało! Znowu widzę! Teraz myśle tylko o tym żeby spotać się z nim. Mam nadzieje że gdzieś tam czeka na mnie. Niestety moja nadzieja mnie zawiodła. Nie było go. Nie było nikogo , komu mogłby na mnie zależeć. Musiałam jeszcze zapytać lekarza , kto był dawną mojego wzroku, dzięki komu znowu widzę! Lekarze uważali to za tajemnice lekarską , ale jeden z nich uległ mi. Nikt miał się o tym nie dowiedzieć więc się strzeszczał.
- Dawcą wzroku , dzięki któremu żyjesz był twój przyjaciel.- Jego wyraz twarzy nie był tak wesłoy jak powinień być na myśl że ktoś mógłby się tak poświęcić. - Niestety nie dobrze się to dla niego skończyło...- ciągnął dalej , ale coraz ciszej.- Umarł...
Po tych słowach ja również chciałam się zabić. Jedyna osoba z którą mogłam o wszytskim pogadać, która była przy mnie, która mi pomagała zawsze umarła! Nie mogę żyć bez żadnego oparcia! On był połową mojego serca! Przecież bez serca żyć nie można!
Jak już nic nie da się zrobić w jego sprawie to musze pomóc jeszcze mojej przyjaciółce! Przynajmniej chcę ocalić jej życie. Nie zastawiałam się wogóle nad tym co się stanie. Oddam jej serce, będę mieć świadomość że żyje z moim sercem i na zawsze będę z nią. Dni do jej operacji mijały szybko. Już jutro ja strace życie , a ona zacznie je na nowo. Napisałam dla niej tylko krótki list. : Skarbie , wiem, że teraz zaczniesz życie na nowo , że wszystko będzie dobrze. Tylko ty byłaś już moim sensem zycia. Wiesz że jesteś dla mnie wszystkim. Oddaję ci moje serce. Chcę żebyś wiedziała, że żyjesz z moim sercem , że jestem w tobie już na zawsze. Pewnie wiesz że ja bez serca żyć nie mogę... Ale jestem już na zawsze z tobą. Pierwszy raz tak blisko jak tylko chciaam.
Po raz kolejny jadę na blok operacyjny , ale teraz już wiem że ja ratuję komuś życie. Moge się odwdzięczyć za te lata w których musieli ze mną wytrzymać. Teraz odliczając sobie sekundy do narkozy , czułam jak liczę błędy jakie popełniłam w swoim życiu.:
10- Za to że tyle razy zraniłam.
9-Za to że nie potrafiłam odmawiać , kiedy trzeba było.
8- Za to że nie zawsze szanowałam swoją matkę.
7- Za to że ojcec umarł.
6- Za to że zabiłam mojego chłopaka.
5- Za to że mój przyjaciel musił się dla mnie poświęcić.
4-Za moją nieodpowiedzialność.
3- Za moją głupote.
2- Za to że nie korzystałam z życia kiedy jeszcze mogłam.
1-.... - Nie zdązyłam już nic zrobić. To był mój koniec.
Żegnam.
świetne opowiadanie i popłakałam się na końcu. ^-^
OdpowiedzUsuńNajlepsze<3 <3
OdpowiedzUsuńWspaniałe...
OdpowiedzUsuńSuper ^^
OdpowiedzUsuń