Leniwie wyciągam rękę by wyłączyć budzik. Z nadzieją spoglądam na okno z myślą że dzisiejszy dzień wygląda inaczej.. Niestety za oknem nie widzę nawet promieni słońca przebijających się przez tłum chmur. Kolejna deszczowa pogoda i szarość. Może to głupie, ale marzyłam by chociaż jeden dzień był inne niż wszystkie. Trudno byłoby się spodziewać żeby tu nie padał deszcz. Jesteśmy w Bergen, najbardziej deszczowym mieście w europie. Pada tu 200 dni w roku, a ja mieszkam dopiero 2 miesiące. Mam już dość tego miejsca. Przyjechałam tu na pół roku do Ojca, ponieważ moi rodzice rozwiedli się parę lat temu. On znalazł sobie tutaj nową rodzine i rzadko się mną interesuje. Bardzo go kocham i tylko dla niego tu jestem.
Ociągam się z niechęcią i wciągam na siebie sprane już Dżinsy. Biorę z krzesła luźną bluzę, leżącą w koncie torbę i wychodzę do szkoły. Nie lubię do niej chodzić bo nie mam w ogóle znajomych. Staram się być cichą myszką i nie zwracać na siebie uwagi. Najlepiej by było gdybym mogła przelecieć niezauważona nad miasteczkiem i pojawić się w klasie, w której mam lekcje. Niestety nie mam takiej możliwości. Muszę przejść przez całe miasto, przewijam się ciemnymi i nie odwiedzanymi uliczkami. Jestem przed szkołą na ostatnią chwilę. Od razu biegnę pod klasnę, mijając chłopaka który bardzo mi się podoba. Nigdy nie zwróci na mnie uwagi. Miałam wrażenie, że lekcje ciągną się wiecznie. Zadzwonił dzwonek, a ja chciałam wybiec
jak najszybciej z klasy. Udało mi się. Ze względu że bardzo często pada tu deszcz, bardzo szybko robiło się ciemno, więc wracałam do domu w ciemnościach. Bałam się, ale uczucie, że ktoś mógłby mnie zauważyć było straszniejsze.
Dzisiaj postanowiłam iść trochę inną drogą. Nigdy tedy nie szłam,ale miałam nadzieje że jest bezpiecznie. Rozglądałam się dokoła, ponieważ ździwił mnie krajobraz tej drogi. Drzewa wyglądały całkiem inaczej niż przy pozostałych drogach, były większe, bardziej rozłożyste. Było to tu nie spotykane. Szłam dalej nie zważając na nic uwagi. Chciałam jak najszybciej przejść i położyć się pod kordłą. Szłam bardzo szybko i nie patrzyłam pod nogi. Zaczepiłam o jakiś krzak i uderzyłam głową o kamień.
Obudził mnie jakiś dotyk. Dotyk ręki. Czułam jak głaszcze mnie po twarzy i trzyma za rękę. Powoli otwierałam oczy by dowiedzieć się kto to. Sama nie wierzyłam, że to może być on! Tak, to był chłopak, który podobał mi się od samego początku gdy przyszłam do szkoły. Widziałam jak jego piękne, czarne oczy gapią się na moją nie za piękną twarz. Ocknęłam się i cicho zapytałam:
-co ty tu robisz?
-Mam nadzieje że cię nie wystraszyłem. Zawsze wracam tędy do domu i zauważyłem cię jak leżysz obok tego kamienia. Wystraszyłem się. Co się stało?- w jego głosie było słychać rzeczywiście strach.
-Nic nie stało. Po prostu szłam i potknęłam się o coś.- Całkiem obojętnie odpowiedziałam.
Bez chwili zawahania wziął mnie na ręce i przeniósł na miękki mech. Zgjął bluzę i przykrył mnie nią delikatnie.
-Dziękuję - nie wiedziałam co mam czuć...
-Nie dziękuj. Bardzo źle wyglądasz, muszę się tobą zająć. - miał uśmiech na twarzy, ale nie wiedziałam czy szczery. - Chodzisz do tej szkoły?- powiedział wskazując palcem.
-Tak. - odmruknęłam.
-Nigdy cię nie widziałem- był zaskoczony, ale ciągnął dalej.- Mogę wiedzieć jak masz na imię?
Czyżbym go zaciekawiła? Nie.. to nie możliwe.
- Jestem Isabel,a ty? - Jak już ze mną rozmawia to muszę to wykorzystać *.*
- Dylan, miło mi.- przytulił mnie przyjaźnie i dalej wypytywał.
Siedzieliśmy tam z 2 godziny i mogłabym z nim siedzieć jeszcze dłużej, ale ojcic zaczął się *martwić* i musiałam wracać. Odprowadził mnie do domu i dał mi swój numer telefonu.
Lekceważąc ojca i wszystko co dokoła poszłam do swojego pokoju i rozłożyłam się na łóżku. Byłam tak szczęśliwa! Zainteresował się mną najładniejszy chłopak w szkole. Myślę że jest spoko chłopakiem, tylko trzeba to odkryć. Poszłam wziąźć prysznic. Rozbierając się zauważyłam na mojej ręcę branzoletkę. Na jej końcu wisiał mały elfik. Nie chciało mi się tym przejmować. Związałam włosy w koka i przebrałam się w piżamę. Usiadłam przy oknie, przykryta cieplutkim kocem spoglądałam na deszcz stukający w szybę. Już nawet on był dla mnie piękny i mi nie przeszkadzał. Oparłam głowę o ścianę i zaczęłam marzyć. Ehh.. Czułam się po prostu cudownie! Ktoś puka do drzwi, otrząsnęłam się zachrypniętym głosem krzyknęłam : proszę!
-Mogę?- zapytał zaciekawiony Ojciec.
-Tak, proszę wejdź.- nie wiem czy chciało mi się z nim gadać, ale co miałam powiedzieć. Miałam nadzieje, że wejdzie i wyjdzie.
W ręce trzymał kubek gorącej czekolady z bitą śmietaną. Mmm. Kiedy jeszcze rodzice byli razem piliśmy ja codziennie. Usiadł koło mnie, popatrzył i uśmiechnął się. Pocałował mnie w czoło i wyszedł. Może się mną trochę interesuje, ale gorzej z jego nową rodziną. Ma 2 córki, który traktuje lepiej niż mnie. Mają wszystko czego zapragną. Wolę się nawet nie pokazywać na dole bo patrzą na mnie jakby miały mnie zabić. Obie dziewczyny miały długie, proste, blond włosy oraz niebieskie oczy. Ja mam ciemno brązowe, falowane włosy i czarne oczy. Różniłam się od nich. Dlatego starałam się ich unikać.
Zanim się obejrzałam była 23.50. Położyłam się do łóżka i powoli zasypiałam. Zaczęłam słyszeć jakieś dziwne głosy, jakby do mnie mówiły.. Ale pomyślałam ze to nie możliwe, musiałam to sobie wyobraźić. Głosy ucichły, uspokoiłam się. Znowu zapadałam w sen, gdy usłyszałam jakby bzycznie muchy? Nie... To nie była mucha, to było coś innego. Większego.
Wybiła 1.00 wszystko się uspokoiło, zasnęłam.
Śniły mi się koszmary, budziłam się co parę minut. Ta noc była okropna! Zadzwonił budzik. Zerwałam się z łóżka z myślą że dzisiejszy dzień będzie inny. Będzie cudowny! Zaczesałam włosy w kok i ubrałam moje najładniejsze ciuchy. Chciałam dzisiaj się wyróżnić, dla niego... Popatrzyłam w lustro, uśmiechnęłam się i zeszłam na dół. Nie zatrzymując się wybiegłam do szkoły. Wyszłam z domu szybciej niż zawsze, chciałam go już zobaczyć. Biegłam jak szalona, i nagle czuje, że zaczynam się unosić? Wzleciałam nad ziemię! Wpadłam w panikę, zaczęłam się szarpać. Upadłam. CO się stało?! Jakim cudem mogłam się wznieść? Przecież to nie możliwe. Może to przez ten wczorajszy upadek mam jakieś zwidy.
Gdy zobaczyłam szkołę biegłam jeszcze szybciej i szybciej. Widzę go, uspokoiłam się i przeszłam obok niego jakby był mi obojętny.
-Hej Isa!- krzyknął tak jakby z radością
-Hej Dylan!- na mojej twarzy pojawił się uśmiech, kurde to najładniejszy chłopak w szkole!
-Jak się czujesz? Już wszystko dobrze?- wydawał się zainteresowany moim stanem.
- Tak dzięki.
-Chciałbym się ciebie zapytać czy...
Jak na złość właśnie teraz musiał zadzwonić dzwonek. Umówiliśmy się po lekcjach przy tej skale, przy której wczoraj mnie znalazł Dylan.
Dylan- ahh, piękne imię. Takie.. Hmmm Cudowne!
Ostatnia lekcja, już nie mogę sie doczekać! Pani mówiła coś o jakimś balu, ale nie słuchałam jej, nikogo nie słuchałam, chciałam żeby ta lekcja skończyła się już teraz! I właśnie tak się stało. Zadzwonił dzwonek, a ja wybiegłam z klasy.
Już go widzę, widzę jego piękny szczery uśmiech, świecące się, czarne oczy, widzę lśniące kasztanowe włosy. I ten charakter... Ahhh.
-Jak minęły lekcje?- Dawał odczuć, że ciszy się że to już piątek.
-Jakoś nie mogłam się skupić.- Nie chciałam się wydać że myślałam o nim.
-Ja też. Chciałbym cię o coś zapytać..- Jakby się czegoś bał, tylko czego?- Wiem, że nie znamy się za długo, ale lubię cię.- Zaczerwienił się, a jego wzrok spadł na dół.
-Ja ciebie też lubię. To chciałeś powiedzieć?- Jeszcze byłam ciekawa.
-Nie. Chodzi o to, że.. Poszłabyś ze mną na ten bal?- W jego oczach było widać strach, napięcie.
- Jasne!- Byłam taka podekscytowana!
-Dobrze przyjdę po ciebie o 18.00 w niedziele.- chyba mu ulżyło.
Odprowadził mnie do domu i na pożegnanie delikatnie przytulił. Czułam się jak w niebie! Pobiegłam do pokoju i rzuciłam się na łóżko. Dużo myślałam nad tym w co się ubrać, przecież nie mogę pójść w spodniach. Jutro o tym pomyślę.
Poszłam wziąźć prysznic, puściłam sobie jakiś fajny film i zasnęłam. Przespałam całą noc, no prawie. Znowu zaczęły dziać się jakieś dziwne rzeczy. Chciałam włożyć rękę pod poduszkę, ale co jest!? Nie ma poduszki, nie ma łóżka!? Gdzie ja jestem!? Dokoła mnie latały jakieś elfy? Wróżki? Cokolwiek to było, wystraszyłam się! Siedziałam na jakiejś chmurce. Nagle podleciała do mnie jakaś mała istotka i powiedziała :" Isabello zostałaś obdarzona wielkim darem! Dostałaś od losu bransoletkę z elfem, która już niebawem zmieni się w znamię, a gdy tak się stanie będziesz jedną z nas! Przygotuj się..."
Przecież to musi być tylko głupi sen, chcę się już obudzić! *boow* Znalazłam się w łóżku, uff. Popatrzyłam na rękę, ona dalej tam była. Chciałam to ściągnąć, ale nie mogłam! Jak ciągnęłam to coraz bardziej ściskało moją rękę! Wybiegłam z pokoju i obmyłam twarz wodą. Mówiłam sobie:" Nie przejmuj się tym Isa to tylko zły sen, martw się o bal w niedziele." Położyłam się z powrotem i zasnęłam.
W sobotę kupiłam sobie piękną, błękitną sukienkę i wysokie buty. Byłam zadowolona z zakupów.
W nocy strasznie swędziały mnie plecy, nie mogłam wytrzymać. Mój nargarstek zaczął się świecić? Strasznie mnie szczypało, a do tego zaczęłam unosić się ponad ziemie. Co sie dzieje!? Dokoła wzburzył się jakby wiatr, wszystko zaczęło latać po pokoju.
Ałć! Spadłam na łóżko, a na ręce zamiast bransoletki widniał tatuaż,albo znamię. Bałam się! Jeżeli to co mi się "śniło", to prawda? Co jeżeli zmienię się w taką małą istotkę!?
Rano na plecach wyrosły mi skrzydła, zaczęłam się zmniejszać. Z godziny na godzinę byłam coraz mniejsza. Przecież dzisiaj mam bal, to miał być mój najszczęśliwszy dzień w życiu,a zmienił się w koszmar.
Ubrałam się w sukienkę zakrywając skrzydła, narzucając jeszcze bolerko, które całkiem zakryło to dziwne coś. Pomalowałam się i ułożyłam włosy. Czekałam w swoim pokoju, aż Dylan przyjdzie i pójdziemy na bal. Miałam tylko nadzieje,że nie zmienię się podczas niego. Jeszcze zostało 15 min. Włączyłam laptopa i pozaglądałam po różnych stronach o elfach. Nic nie znalazłam... Zaczęłam maleć jeszcze szybciej i więcej! Stałam się malutkim elfikiem, który może latać! Usłyszałam dzwonek do drzwi to był on! Nie mogłam sie tak pokazać!
Zauważyłam światło w oknie i dużo malutkich istot. Uśmiechały sie tylko radości i śpiewały na moje powitanie. To chyba był mój świat. Coś mnie do niego ciągnęło. Wleciałam w krainę tenczy i jednorożców. Żyłam jak w bajce, ale nigdy nie zapomniałam o nim...
Bardzo mi się spodobało lubię takie fantastyczne opowiadania.
OdpowiedzUsuńopserówujcie mnie na twiterzee super opowiadania
OdpowiedzUsuńSuper!
OdpowiedzUsuńZaskakujący koniec;*
OdpowiedzUsuńFajne ^^
OdpowiedzUsuńSupcio
OdpowiedzUsuńBardzo ciekawe ^^
OdpowiedzUsuńPiękne ! *.*
OdpowiedzUsuńA jeśli mogę zapytać, przez przypadek mi się coś zaznaczyło i zauważyłam, że masz kod na don't copy ^ ^ Mogłabyś mi powiedzieć, jak go wkleiłaś? Bo mi nie działa :c
Mogłabym, ale nie tu. Pisz do mnie na e-mail : Alekxxxys@onet.pl :)
Usuń